O Akademii / Przyjaciele i absolwenci
Przyjaciele i absolwenci
Poprosiliśmy naszych Przyjaciół i Absolwentów Akademii Filmowej o chwilę refleksji: kiedy zetknęli się z Akademią, jak ją wspominają?
Andrzej Słowicki
- prezes DKF Kwant w latach 1969-1984, założyciel Akademii Filmowej


Andrzej Słowicki i Edward Tobiszewski, długoletni prezesi DKF Kwant i szefowie Akademii Filmowej

- Jako Kwant byliśmy jednym z najbardziej prężnych DKF-ów, nie tylko w Warszawie, ale i w całym kraju, a nasze projekcje, seminaria i spotkania stawały się wydarzeniami, o których było głośno w mediach. Jak to się stało, że klub działający przy Politechnice Warszawskiej, uczelni technokratów, stał się prawdziwą świątynią sztuki? Cóż, trudno było się spodziewać, by akurat technokraci lepiej rozumieli film niż – na przykład – studenci Uniwersytetu czy Szkoły Teatralnej. Mieliśmy najlepszy repertuar, najlepszych prelegentów – wykładowców wiedzy o filmie, pracujących w Szkole Filmowej, i krytyków, potrzebna była jeszcze najlepsza publiczność. Trzeba było ją przygotować.

Zaczęliśmy bardzo wcześnie, jeszcze w 1965 roku. Przy Kwancie powstało Studium Wiedzy o Filmie, gdzie nasi studenci mieli okazję zapoznać się z arcydziełami sztuki filmowej i poznać podstawy warsztatu – jak byśmy to dziś nazwali – filmoznawczego. Najpierw trzeba było przekonać Filmotekę, by użyczyła nam kopii, i negocjować z cenzurą, by dostać zgodę na pokazy poszczególnych tytułów. Wykładowcami studium byli profesorowie Aleksander Jackiewicz, Jerzy Toeplitz, Antoni Bohdziewicz, a także dr Jerzy Płażewski i Witold Banaszkiewicz, dyrektor Filmoteki. Studium działało rok i spełniło swoją rolę: nasza widownia dorosła, była rzeczywiście najlepsza. Cechowało ją precyzyjne myślenie i takie samo wyrażanie myśli, w przeciwieństwie do stylu wypowiadania się  dyskutantów z UW.

Dziesięć lat później opracowałem pomysł studium na nowo, napisałem zarys programu i poszedłem z tym do prof. Jackiewicza. Zgodziliśmy się, że różni wykładowcy nie gwarantowali spójności i ciągłości programu, dlatego na początku profesor miał prowadzić zajęcia sam. Dopiero po paru latach zaproponował, by zaprosić dr Rafała Marszałka, a gdy pojawiło się kino współczesne - dr (dziś już profesora) Andrzeja Wernera, z którymi pracował w Instytucie Sztuki PAN.

Roboty było mnóstwo, w końcu prowadziliśmy zajęcia równolegle z projekcjami DKF Kwant. Najpierw sprawy organizacyjne przejęła koleżanka z Wydziału Elektroniki, potem zajął się tym Jurek Kapuściński. Był pomysł, by wykłady Akademii Filmowej nagrywać, a potem wydawać w formie książkowej. Niestety, okazał się nierealny, skończyło się na broszurze o kinie D.W. Griffitha. Wiem, że profesor Jackiewicz przed swoją śmiercią w 1988 roku pisał własną historię filmu, opartą na wykładach dla słuchaczy Akademii. Jej fragmenty publikował tygodnik „Film”.

Pierwszy kurs trwał dwa lata, drugi – trzy, od trzeciego Akademia trwa cztery lata. Po moim wyjeździe z kraju, w latach 80. prowadzenie DKF Kwant, a tym samym Akademii, przejął Edward Tobiszewski. To dzięki niemu do grona wykładowców dołączył prof. Jerzy Toeplitz.

Akademia Filmowa była – i od ponad 40 lat pozostaje – kluczowym osiągnięciem Kwantu, obok tych wszystkich głośnych wizyt Antonioniego, Bertolucciego, Polańskiego, Andersona, Jancso, Michałkowa, Mastroianniego i wielu, wielu innych, obok wszystkich polskich przedpremier i niezapomnianych spotkań z Wajdą, Zanussim, Kieślowskim, Holland, by pozostać przy najważniejszych nazwiskach. Gdyby ktoś mi wtedy, w latach 70. czy 80. powiedział, że z Kwantu pozostanie właśnie Akademia, nigdy bym nie uwierzył. Teraz rozumiem, że praca od podstaw przynosi najlepsze wyniki.


Maciej Strzembosz
- producent filmowy, prezes Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych
 

- W pewnym sensie jestem wychowankiem Akademii Filmowej, prowadzonej w czasach mojej młodości przez Jerzego Kapuścińskiego, którego bardzo ceniłem za te krótkie wystąpienia, gdy nie było prof. Aleksandra Jackiewicza. Lubiłem tam chodzić, mimo że moim macierzystym DKF-em był DKF Uniwersytecki, prowadzony przez Sławka Salamona, dzisiejszego szefa Forum Film. Razem te dwa miejsca plus oczywiście Iluzjon Filmoteki Polskiej (Narodowa stała się później, po Ustawie o kinematografii z 1986 roku) – wtedy jeszcze przy placu Konstytucji, to były moje stałe miejsca pobytu. Jurek pokazywał stare filmy, a Sławek jakimś cudem ściągał nowe i te zakazane (np. „M.AS.H.” czy „Łowca jeleni”). Akademia była zatem pewniakiem, że zobaczę dobry film, a DKF Sławka rodzajem awantury, gdzie nigdy nie było wiadomo, co mnie czeka.

Dlaczego uważam się za wychowanka Akademii jedynie “w pewnym sensie”? Dlatego, że nie lubiłem gaduł Jackiewicza. Nigdy nie ceniłem tego, co pisał, a to, co mówił, potwierdzało moje przekonanie, że jest to bardzo powierzchowne i często zideologizowane widzenie filmu. Ja byłem ze szkoły Toeplitza, imponował mi młody Marek Hendrykowski, uwielbiałem seminaria Henryka Depty. Jackiewicz uczył mnie, jak nie opowiadać o filmie. I za to jestem wdzięczny Akademii Filmowej.”

Krzysztof Kwiatkowski
- dziennikarz i krytyk filmowy
 


- W trudnych czasach kino staje się jeszcze ważniejsze. Jeśli nie będziemy mieli wspólnego języka i układu odniesień, w ogóle przestaniemy ze sobą rozmawiać. A właśnie to daje Akademia Filmowa DKF Kwant. Jest fenomenalnym kursem kanonu, bez którego stracilibyśmy wspólną przestrzeń kultury.
Pamiętam dobrze swoje cztery, kwantowe lata. Kino Iluzjon jeszcze przed remontem, jego piękne skrzypiące fotele i barek z paluszkami w foyer. Poniedziałkowy rytuał, który cofając do przeszłości pozwalał lepiej zrozumieć współczesność. W niedługich, lecz celnych wykładach prof. Andrzej Werner albo Rafał Marszałek przekazywali coś więcej niż fakty z życia reżyserów. Przypominali o języku i stylu myślenia dawnej krytyki filmowej, o przenikliwym, poważnym, ale i niepozbawionym błyskotliwej ironii, podejściu inteligencji do kina. Kina, które jest czymś więcej niż ruchomymi obrazami: przestrzenią wolności, dyskusji, bezpieczeństwa. Nawet wtedy, gdy wybija widza ze strefy komfortu.

Na początku mojej Akademii Filmowej jeszcze nie ściągało się filmów z internetu. Pod koniec – już zaczynał się ów proceder - tyleż niecny, co przydatny (bo dawał natychmiastowy akces do inaczej wówczas niedostępnej klasyki). Dzisiaj już rozmaite filmy dostępne są legalnie: wystarczy jedno kliknięcie. Paradoksalnie jednak właśnie dlatego nie warto rezygnować z DKF Kwant. Bo ten kurs oferuje nie tylko projekcje, wykłady i wiedzę, do której inaczej trzeba by przedzierać się przez opasłe tomy. Także przypomina, że kino jest zjawiskiem społecznym i rodzi wspólnotę. Bez niej mój coponiedziałkowy rytuał nie mógłby się dokonać. I bez niej, trudno doświadczyć siły twórczości wielkich klasyków. Bo jak mówił Andrzej Wajda: - Lubię intymne kino. Ale tę intymność umiem poczuć dopiero w pełnej po brzegi kinowej sali.





O Akademii
Przyjaciele i absolwenci
AF Wrocław