Program / Rok 2 / Semestr 3
Wielki Niemowa – przemówił
Pierwsze filmy dźwiękowe prezentowaliśmy już pod koniec II semestru. Mimo kilku wyjątków kino dopiero w ciągu lat trzydziestych nauczyło się sprawnie operować nowymi środkami wyrazu, nowym językiem narzuconym przez wynalazek synchronicznego dźwięku.

„Śpiewak jazzbandu" (1927) reż. Alan Crossland

A więc film przemówił a  nawet zaśpiewał, jeśli w zgodzie z historykami kina przyjmiemy, że pierwszym filmem dźwiękowym był „Śpiewak jazzbandu”. Ale to wcale nie znaczy, ze wszyscy oczekiwali z niecierpliwością na ten moment. Kino nieme tworzyło swój własny, autonomiczny język (a właściwie – różne języki), w którym brak dźwięku nie był brakiem. Mową niemego kina był obraz. Mówiąc dokładniej: obraz i montaż. Publiczność jednak opowiedziała się jednoznacznie za filmem dźwiękowym.

Po wprowadzeniu nowego wynalazku nawet filmy rozpoczęte i częściowo zrealizowane jako nieme, były udźwiękowiane w procesie produkcyjnym. Nie trzeba dodawać, że w przypadkach filmów artystycznych nie wychodziło to im na dobre. Wypracowana w najdrobniejszych szczegółach przez mistrzów estetyka filmu niemego, ciągle żywa, zdolna do rozwoju i podjęcia nowych zadań artystycznych, z dnia na dzień legła w gruzach. Czy widoczne były perspektywy wyuczenia hałaśliwego bobasa bardziej wyrafinowanych manier niż wydawanie z siebie dźwięków układających się w logicznie brzmiące zdania?

Na początku nie było to bynajmniej oczywiste. Wielu wielkich mistrzów sądziło, że nastąpił kres kina artystycznego. Charles Chaplin jeszcze przez dziesięć lat kręcił filmy w starej konwencji, pozbawione dialogów i naturalnego tła dźwiękowego, wzbogacając ścieżkę dźwiękową jedynie własną muzyką.

Bardzo sceptyczny wobec nowego wynalazku był również Siergiej Eisenstein. Także przemysł kina masowego przeżywał prawdziwe trzęsienie ziemi. Gwiazdy pierwszej wielkości, przyciągające swoją obecnością miliony widzów, okazywały się bezużyteczne. Chropawy głos, niepasujący do postaci, do ustalonego już emploi aktorki czy aktora, wreszcie brak umiejętności wyrazu przy jego pomocy strącały gwiazdy z firmamentu i jeśli nawet udało się komuś wrócić na ekran, to już na ogół tylko jako ciekawostka, w epizodycznej roli. Pola Negri, Clara Bow, Douglas Fairbanks – to pierwsze z narzucających się przykładów bolesnej degradacji. Ale były i takie gwiazdy, które przetrwały. Niektóre z nich – jak Greta Garbo i Marlena Dietrich – wzmocniły nawet swoją pozycję.


„M – morderca” (1931), reż. Fritz Lang

Dotyczy to również – co zresztą ważniejsze dla sztuki filmowej – niektórych reżyserów. Fenomenem był pod tym względem Fritz Lang. Jego pierwszy film dźwiękowy „M – morderca” (1931) do dzisiejszego dnia może być wzorem wykorzystania ścieżki dźwiękowej – muzyki, głosu ludzkiego, ale także dźwięków naturalnych, szmerów, różnorakich odgłosów. To one prowadzą, a co najmniej dobitnie wzmacniają całą linię dramaturgiczną, tworzą atmosferę całości, podsycają napięcie, puentują kulminację i rozwiązanie. Mimo nieporównywalnych środków technicznych, dzisiejsi adepci, ale i doświadczeni reżyserzy mogą i powinni się uczyć od pioniera, z niewielką nadzieją doścignięcia starego, ale wówczas w wieku pełnej siły twórczej mistrza. 

Był to jednak wyjątek, jak każde wyprzedzające swój czas osiągnięcie twórcze. W ogromnej większości powstających filmów trudności z montażem mówiących postaci spowodowały drastyczne wydłużenie ujęć rozmawiających ze sobą bohaterów, utratę dynamiki narracyjnej. Na ekranie królowały gadające głowy, montowane w rytm dialogu, przez monotonne powtarzane ujęcia i przeciwujęcia. Nie przypadkiem ówczesne amerykańskie określenie filmu dźwiękowego brzmiało „talkie”, film gadany. Szczególny triumf w pierwszych latach po wprowadzeniu dźwięku święciły gatunki, gdzie był on możliwie intensywnie wykorzystany. A więc przede wszystkim filmy muzyczne: musicale, wodewile – zwłaszcza w kinie amerykańskim.


„Noc w operze" (1935), reż. Sam Wood

Moment przełomu to straty i pożegnania, ale i otwarte nowe możliwości. Również i dla kina artystycznego. Narzucającą się było doskonalenie warstwy dźwiękowej, dialogów. Wynalazek dźwięku zbliżył na powrót kino do literatury. W kinie amerykańskim lekcję operowania błyskotliwym, dowcipnym dialogiem dał w swych komediach Frank Capra. W stronę surrealistycznego absurdu sytuacyjnego, ale i językowego skierowała się burleska w wydaniu Braci Marx. Z inwencją i rozmachem wystartowało w erę dźwięku kino niemieckie (Lang i Pabst), dojście Hitlera do władzy zamknęło jednak ten rozdział historii kina.



„Rebeka" (1940), reż. Alfred Hitchcock


Umiejętnie wykorzystany dźwięk i finezyjne dialogi  dały też nowe możliwości rozwoju filmowi gatunkowemu. Przykładem jest czarne kino amerykańskie: gatunek filmu sensacyjnego czy kryminalnego wypełnia się znaczeniami społecznymi, wykraczającymi poza tradycyjną rozrywkę.  Alfred Hitchcock harmonizuje w swym kinie możliwości narracyjne zarówno poprzez obraz, jak i zagadki kryjące się w dialogu między  postaciami.  Podobnie jak i western klasyczny jest już czymś innym niż wczesne, zmitologizowane obrazki z Dzikiego Zachodu.



„Pała ze sprawowania” (1933), reż. Jean Vigo


Ważną rolę w rozwoju kina artystycznego w latach trzydziestych odgrywa kino francuskie. René Clair, mimo niechętnego początkowo nastawienia do filmu dźwiękowego, odnosi wielki sukces „Milionem”. Ważnym impulsem doskonalenia warsztatu dźwiękowego była we francuskim kinie właśnie literatura. Marcel Carné, z którym ściśle współpracował poeta surrealistyczny Jacques Prévert, tworzy kierunek ochrzczony mianem realizmu poetyckiego, choć więcej w nim z pewnością sugestywnego nastroju niż realizmu w ścisłym tego pojęcia znaczeniu. Bliskie związki z literaturą charakteryzują także twórczość wyróżniającego się wysokim poziomem filmowego warsztatu Juliena Duviviera. O prawdziwym realizmie, ogromnej dbałości o obserwowany szczegół rzeczywistości można mówić w przypadku Jeana Vigo. Wczesna śmierć, w wieku 34 lat, twórcy „Pały ze sprawowania” była niezmierną stratą nie tylko dla francuskiego, ale i światowego kina. Realistą, więcej – wielkim wzorem dla przyszłych pokoleń „wierzących w rzeczywistość” był Jean Renoir, najwybitniejszy zapewne z plejady francuskich twórców lat trzydziestych. Wszyscy oni walnie przyczynili się do tego, że po pierwszym trudnym okresie raczkowania film dźwiękowy stał się pełnowartościowymi zdolnym   do dalszego rozwoju środkiem artystycznego wyrazu.


Andrzej Werner

Rok 1
/  Semestr 1
Rok 1
/  Semestr 2
Rok 2 / Semestr 3
Rok 2
/  Semestr 4
Rok 3
/  Semestr 5
Rok 3
/  Semestr 6
Rok 4
/  Semestr 7
Rok 4
/  Semestr 8