Program / Rok / Semestr
III rok: Nowa Fala krąży po Europie
Szalone lata 60. XX wieku, kiedy powstał kanon współczesnego kina.
„400 batów” (1959) r. François Truffaut

Nominalnie termin Nowa Fala odnosi się do kina francuskiego, a w zasadzie do dokonań kręgu młodych krytyków i filmoznawców, którzy – skupieni wokół André Bazina i założonego przez niego pisma „Cahiers du Cinéma” – postulowali konieczność zmian w rodzimym kinie, a kiedy owe zmiany – ich zdaniem – następowały zbyt opieszale, sami chwycili za kamery. Filmy Claude’a Chabrola, François Truffaut, Jean-Luc Godarda czy, nieco później, Erica Rohmera zawojowały świat. Ich świeżość polegała na tym, że twórcy wyszli z atelier na ulice, zatrudniali swoich kolegów, którzy (jeszcze) nie byli aktorami, mówili o zwykłych sprawach zwykłych ludzi normalnym językiem. Na ekrany wylała się fala ludzkich pragnień, relacjonowana w sposób naturalny, bez jakichkolwiek udziwnień. Jeśli połączyć to z dokonaniami dokumentalistów, zwłaszcza Chrisa Markera, którzy brali na jedno ramię lekką kamerę Arriflexa a na drugie przenośmy magnetofon i szli w tłum, by nagrywać reakcje zwykłych ludzi w ich naturalnym – miejskim - środowisku, zgodnie z regułami trendu, który nazwali „cinéma-verité”, otrzymamy istotę Nowej Fali. A kiedy zobaczymy najważniejsze dzieła nurtu – od „400 batów” Truffauta i „Do utraty tchu” Godarda – zrozumiemy, co mogło zachwycić świat.

Inna sprawa, że ówczesny świat kina na Nową Falę nie czekał. Nowe kino pojawiało się gdzie indziej nieco wcześniej lub niemal równocześnie, konstytuując sztukę filmową na co najmniej kilka dekad, jeśli nie na zawsze. Anglicy mieli swoje „kino młodych gniewnych”, wpuszczające na ekran bohatera z klasy robotniczej i niższej klasy średniej. Nie znaczy to wprawdzie, że na zawsze zrezygnowano z tego, co było solą brytyjskiego kina – solidnych dramatów rozgrywających się w wyższych sferach i kostiumowych filmów historycznych, ale nowi bohaterowie i nowe tło proletariackich osiedli podziałało ożywczo na całą kinematografię. I nie tylko kinematografię: świeży powiew, niesiony przez „Miłość i gniew” Tony’ego Richardsona czy „Z soboty na niedzielę” Karela Reisza, ożywił całą brytyjską kulturę, która w latach 60. sprawiała, że swingujący Londyn stał się stolicą świata.

„Miłość i gniew” (1959) r. Tony Richardson

Młodzi filmowcy zachodnioniemieccy zaczęli od postulatu rozstania się z kinem ojców i – co za tym szło – zaczęli się domagać rozrachunku z niedawną przeszłością, ciągle kładącą się cieniem na życiu Republiki Federalnej. Z kolei rozrachunek z przeszłością, która zdawała się mijać wraz z odejściem Stalina, zadecydował o kierunku obranym przez kino radzieckie, przynosząc filmy tak nieoczywiste wobec dotychczasowych kierunków rozwoju jak „Lecą żurawie” Michaiła Kałatozowa czy „Cienie zapomnianych przodków” Siergieja Paradżanowa.

Na fali poststalinowskiej odwilży pojawiła się Szkoła Polska, polegająca z jednej strony na nieortodoksyjnym wobec wymagań socrealizmu traktowaniu historii, z drugiej zaś chłonąca wszelkie artystyczne nowinki, jeśli nawet spóźnione, ze świata. Poświęcony Powstaniu Warszawskiemu „Kanał” Andrzeja Wajdy sięgnął po Srebrną Palmę w Cannes, wchodząc do kanonu kina światowego, nowofalowy „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego, wywołujący w Polsce mnóstwo kontrowersji ze względu na obraz współczesnych Polaków, otarł się o Oscara, co tym bardziej nakłoniło jego twórcę do wyjazdu z kraju. W „Popiele i diamencie” Wajdy po raz pierwszy w kinie polskim pokazano sufit, na co zaledwie kilkanaście lat wcześniej odważył się Orson Welles w „Obywatelu Kane”.


„Kanał” (1956) r. Andrzej Wajda

Polityczne podłoże miało też kino czechosłowackie końca lat 60., realizowane w czasach, kiedy Czesi i Słowacy, nieco później niż reszta Europy Środkowej i Wschodnie, zrzucali jarzmo stalinizmu. Filmy Miloša Formana (jak „Miłość blondynki”) dotykały prawdy o przeciętym życiu w systemie, inspirujący się prozą Buhumila Hrabala Jiři Menzel badał w „Pociągach pod specjalnym nadzorem” kondycję moralną Czechów i ich stosunek do historii, Jan Němec w „O uroczystości i gościach” budował metaforę totalitaryzmu – nie tylko w czechosłowackim wydaniu.

Szczęśliwy okres kina nowofalowego zakończył się wraz z wezbraniem fali kontrkultury końca lat 60. XX wieku. W maju 1968 roku francuscy studenci stawiali barykady w Paryżu, a solidaryzujący się z nimi filmowcy zrywali festiwal w Cannes. Zamieszki na uczelniach i ulicach ogarnęły Niemcy Zachodnie, do zbuntowanej Pragi wkroczyły wojska Układu Warszawskiego wezwane „z bratnią pomocą” przez polityków przeciwnych antystalinistom, których działania mogły doprowadzić do rozmontowania systemu. Także przez kampusy amerykańskich uczelni i dzielnice etniczne wielkich miast przetoczyły się burdy i zamieszki, zwiastujące narodziny nowej epoki postępującej demokratyzacji i kontrkultury, której symbolem stał się ruch hippisowski. W cieniu tych zdarzeń stare Hollywood dostało zadyszki, robiąc miejsce na dla nowego kina, powstającego na razie w niezależnych wytwórniach. Ale to temat na osobne opowiadanie – gdy wraz z 6. semestrem przyjdzie czas Szkoły Mistrzów.

Konrad J. Zarębski


Wakacyjna Akademia Filmowa: Mistrzowie Kina III
Karnety
Organizatorzy - Współfinansowanie
Patronaty
Lokalizacja
Aktualności